Skip to main content
Dlaczego wróciliśmy do Porto

Dlaczego wróciliśmy do Porto

Zaktualizowano:

Pierwszy raz, 2018

Przyjechaliśmy do Porto w listopadzie 2018 bez żadnego szczególnego powodu. Długi weekendowy lot w promocji, pusty kalendarz, mglista świadomość że ludzie zaczęli mówić o Porto w sposób, w jaki kilka lat wcześniej mówili o Lizbonie. Zarezerwowaliśmy pensjonat blisko Cedofeita bez badania dzielnic i przyjechaliśmy w czwartkowy wieczór wiedząc bardzo niewiele.

Miasto nas zaskoczyło. To słowo, do którego wciąż wracam — zaskoczyło. Spodziewaliśmy się czegoś ładnego i nieco prowincjonalnego, mniejszej Lizbony z kafelkami i porto. Znaleźliśmy coś z własną kompletną logiką: przemysłowa północ, kultura wina, atlantyckie światło, rzeka Douro wokół której miasto nawiguje raczej niż z którą walczy. Porto w listopadzie 2018 nie czuło się jak coś, co performuje dla nas. Czuło się jak coś zajętego swoimi sprawami, dla którego byliśmy mile widzianymi obserwatorami.

Zjedliśmy pierwszą francesinję przy ladzie blisko targu Bolhão nie wiedząc czym jest, wskazując na danie, które jadł pracownik budowlany na sąsiednim stołku. Sos przyjechał bulgocząc w żeliwnej patelni. Spojrzeliśmy na nią, potem na siebie i potem zjedliśmy. Piętnaście minut później rozumieliśmy coś o Porto, czego żaden artykuł nam nie przekazał.

Spędziliśmy trzy dni. Chodziliśmy do Foz do Douro wzdłuż drogi nadrzecznej. Przeprawiliśmy się do Gaia na wizytę w piwnicy. Staliśmy na górnym pokładzie Ponte Dom Luís I w deszczu i patrzyliśmy jak rzeka ciemnieje pod żelazną kratownicą. Jedliśmy pastel de nata każdego ranka zanim zdążyliśmy pomyśleć, co jeszcze dzień może przynieść.

Wróciliśmy do domu i w ciągu miesiąca zarezerwowaliśmy kolejną wizytę.

Co sprawiło, że wróciliśmy

Próbowałem to artykułować na różne sposoby i najbardziej uczciwa wersja brzmi: Porto było pierwszym miastem od jakiegoś czasu, które sprawiło, że czuliśmy że nie rozumiemy go w pełni po jednej wizycie. Większość miast — i to nie jest krytyka — odkrywa się szybko. Trzy dni w Paryżu i masz Paryż w głowie, który będzie rozpoznawalnie podobny do każdego kolejnego Paryża. Trzy dni w Porto i mieliśmy wersję miasta, która czuła się tymczasowa.

Częściowo był to listopadowy timing — widzieliśmy deszczowe miasto i miasto poza sezonem i byliśmy ciekawi letniego. Częściowo była to konkretna niekompletność: nie zabraliśmy pociągu po Douro, nie dotarliśmy do Bonfim tak daleko, jak zamierzaliśmy, nie jedliśmy sardynek bo nie był ich sezon.

Ale głównie była to pewna jakość samego miasta. Porto jest zbudowane na wzgórzach i wzgórza oznaczają że nigdy nie masz pełnego obrazu: możesz widzieć inny punkt widokowy stamtąd gdzie stoisz, ale dotarcie do niego wymaga zejścia, nawigowania przez kręte uliczki, wspięcia się na drugą stronę. Miasto fizycznie uniemożliwia totalizację. Wyjeżdżasz wiedząc, że są kąty, których nie miałeś.

Druga wizyta i co się zmieniło

Wróciliśmy w czerwcu 2020. Pandemia przez rok zrujnowała europejską turystykę i Porto było zauważalnie cichsze niż nasz listopad 2018, który sam był cichym miesiącem. Restauracje działały przy ograniczonej pojemności. Ulice, które spodziewaliśmy się być latem zatłoczone, nie były.

Mieliśmy miasto w formie, która od tamtej pory stała się niedostępna: przed-odbudowa, po-pandemii, prawdziwie niezatłoczone. Kolejka do Lello była dziesiątkoosobowa. Piwnica Taylor’s była dostępna na walk-in tego samego popołudnia co przylot. Siedzieliśmy na nabrzeżu Ribeira w sobotni wieczór i nikt nie rywalizował z nami o przestrzeń.

Mieliśmy też, po raz pierwszy, letnie światło. Słońce na zboczu Gaia o 20:00. Douro robiące się srebrne a potem złote. São João w tamtym roku było odwołane z powodu pandemii, ale miasto było już ciepłe i złote w sposób, który wyobrażaliśmy sobie dla czerwcowego Porto, i rozumieliśmy coś, czego listopadowa wizyta nam nie pokazała: związek między tym miastem a atlantyckim światłem nie jest przypadkowy.

Trzecia wizyta i co się nie zmieniło

Wróciliśmy we wrześniu 2022 na vindimę — możesz przeczytać pełną relację z tej podróży — i do tamtej pory Porto zmieniło się materialnie. Gęstość Airbnb wzrosła. Ceny w restauracjach się przemieściły. Było więcej anglojęzycznych menu, więcej kolejek w oczywistych miejscach, więcej performatywnej infrastruktury turystycznej charakteryzującej europejskie miasta, które zostały skutecznie wypromowane.

Rzeczy, które się nie zmieniły: fasady azulejo, które są budynkami, którymi są z powodu historii i atlantyckiej pogody, a nie turystyki. Rzeka. Jakość wina i doświadczenia piwnicy porto. Kawa (nadal doskonała, nadal tania). Dzielnicowe tascas w Bonfimie (mniej niż wcześniej, ale nadal obecne). Specyficzny charakter Porto — bezpośredni, trochę szorstki, uczciwy w sposób, w jaki bardziej miękkie południowe miasta nie są — który zauważyliśmy w 2018 roku.

To, co pokazała wizyta w 2022 roku, to że esencja Porto jest trwalsza niż sugeruje narracja o gentryfikacji. Miasta wchłaniają turystykę i trwają. To, czym Porto jest, nie jest produktem niskiej liczby odwiedzających. Douro nie jest bardziej imponujące oglądane przez mniej osób. Sos francesinha jest nadal robiony w ten sam sposób niezależnie od tego, kto go je.

Dlaczego akurat Porto

Odwiedziłem wiele europejskich miast. Do niewielu wracam więcej niż raz. Te, do których wracam, mają coś wspólnego: wewnętrzną spójność, która opiera się byciu w pełni pochłoniętym podczas jednej wizyty. Brugia ją ma (choć z innych powodów). San Sebastián ją ma. Porto ją ma.

Połączenie kultury wina z rzeką z Atlantykiem z teksturą architektoniczną ze specyficznym rodzajem portuglskiej północnej bezpośredniości tworzy coś, czego nie dostaje się dodając te elementy oddzielnie. Porto jest więcej niż sumą tego, co wymieniłbyś opisując je.

Wróciliśmy trzy razy w osiem lat. Już patrzymy na daty 2026.

Prywatne niestandardowe doświadczenie Porto — dla powracających gości, którzy chcą wyjść poza atrakcje

Dla osób odwiedzających po raz pierwszy, które to czytają

Wszystko, co opisaliśmy w tym tekście, nadal jest. Porto w 2026 roku jest ruchliwsze niż w 2018 i ceny się zmieniły. Ale Douro jest Douro. Zbocze Gaia o złotej godzinie jest zboczem Gaia o złotej godzinie. Francesinha w odpowiedniej tascas jest wciąż tym, co sprawia, że rozumiesz coś o tym mieście, czego opisy nie zdołały.

Zacznij od dwóch lub trzech dni. Bądź w odpowiednich dzielnicach o odpowiednich godzinach. Jedz francesinję na lunch, nie w turystycznej restauracji. Przepraw się do Vila Nova de Gaia po wizytę w piwnicy i zostań na wieczorne światło na moście.

A potem wróć.

Piwnica Taylor’s — doświadczenie porto, które bierzemy przy każdej wizycie w Porto